To był jeden z najbardziej wzruszających ślubów sezonu (nie licząc mojego :P). Kiedy słuchałam wizji mojej Panny Młodej o zaślubinach w ogrodzie Babci w zabytkowej dzielnicy Gdańska, Oliwie, na tle kamienicy, która pamięta czasy młodości Babci i Dziadka, dzieciństwa Rodziców, miałam gęsią skórkę. I nawet teraz mam, kiedy to wspominam.
Akompaniament kwartetu skrzypkowego i cudownej oprawy kwiatowej wzmagał tylko efekt niecodziennego wydarzenia, w którym dwoje naprawdę szaleńczo Zakochanych, zaraz powie sobie ‘tak’ – już do końca. I tu nagle pojawia się Ona, z charakterystycznym sobie wiatrem we włosach i … bez białej sukni, bez welonu, bez ciągnącego się 3 metry trenu. Iza. Właśnie taka stylizacja pasowała do niej w Dzień Ślubu najlepiej. Obok mężczyzna w jasnym garniturze z nieprzesadzoną elegancją, jak na te okoliczności przystało. Było perfekcyjnie niesztampowo, i to uwielbiam! Potem przemowa Mamy, przez którą łzy spływały mi po policzkach zza aparatu, a był całkiem dobrym kamuflażem! Emocje udzieliły się nie tylko mnie, ale wszystkim gościom, którzy chłonęli tę chwilę jak tylko mogli.
Życzenia, emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Świadkowa, która wyciera łzy wzruszenia Pannie Młodej własną sukienką – lepszej szukać ze świecą. I oni – młodzi, zakochani, przeżywający dzień swojego Ślubu z nieudawanym wdziękiem. Zapraszam 🙂
Iza i Krzychu
Więcej zdjęć z reportaży ślubnych znajdziecie pod adresem –> https://anita-talaska.pl/blog/kategoria/reportaz-slubny/


